MIŁOŚĆ MA GRANICE… GDZIEŚ – Kacper Hefta nadaje

kacper-o-milosci

Kacper Hefta – dj, pisarz, koleś na wózku, niedawny student a obecnie absolwent Poitechniki Koszalińskiej. Sam o sobie pisze, że jest człowiekiem skrajnie niestabilny pod każdym ludzkim kątem, czasem stanowi zagadkę nawet dla siebie samego. Nie wiadomo czy należy jego osobę umieścić w sektorze osób unikalnych czy zepchnąć na socjopatyczny margines społeczny, ponieważ posiada jeszcze zauważalny defekt fizyczny, a pod czaszką skrywa mieszaninę schizofrenii z upartością i filozoficznym usposobieniem do wszystkiego. Tą treść z jego nieokiełznanej głowy z uporem maniaka od jakiegoś czasu rozlewa na forum publiczne w nadziei na zarażenie swoim tokiem myślenia o naszym ziemskim życiu kogoś innego, kto widzi, kto chce i kto głośno mówi o tym, co go wkur… denerwuje.


Miłość. Co to jest ta miłość? Jakieś magiczno-górnolotne coś bez konkretnego określenia jak chociażby zjawisko o nazwie sprawiedliwość czy szczęście? Tego typu słowa dzwonią nam po uszach od zawsze i mimo to ciągle się nie nudzą, bo są takimi lingwistycznymi studniami bez dna ? można o nich gadać, śpiewać, pisać, a i tak temat się nie wyczerpie. I w tym momencie wkraczam na przykład ja i podnoszę tego typu SŁOWOM metafizyczną spódnicę do góry, by nadać na potrzeby tego artykułu, tej miłości szczyptę przewidywalności, odkrywczości i szepnąć jej do ucha „człowieki wiedzą”.

Jestem tym rodzajem faceta, który nie ma ochoty wcielać się w rolę chłopa pańszczyźnianego (pracownika, robotnika, parafianina) i lubi dochodzić (:D) do źródeł, początków, aby zrozumieć sens istnienia czegokolwiek co jest w życiu istotne bardziej niż mniej. A miłość taka jest dla każdego osobnika na kuli ziemskiej (włącznie z tymi w śpiączce ? to, że mają zamknięte oczy nie oznacza, że ich mózgi nie działają). No właśnie… moje spojrzenie na stan miłości haczy o biochemię i neurologię, bo miłosne uczucia w świetle czysto naukowym zbiegają się do trochę takich zimnych i suchych tez z fizjologii i anatomicznej natury gatunku ludzkiego bez tej całej fascynującej otoczki namiętności i bujnej nieprecyzyjności. Z tego powodu osobiście nie biegam ze skrajności w skrajności i leżę z moim światopoglądem gdzieś pośrodku tego spektrum. Niby nauka sporo już wie o anatomii, mózgu, układach, ale… nie ma tak łatwo, że odkryje wszystko, zamknie temat i pójdzie na emeryturę (emerytura?). Tak nie ma i całe szczęście, bo w tym chyba cała frajda, że są znaki zapytania w życiu, które rozwiązujemy co chwilę, bo chcemy. A w kwestii miłości to, że znamy i opisujemy tą emocję naukowymi frazesami, nie oznacza że miłość jest odczuwalna dla każdego tak samo. Człowiek to nie samochód, który posiada książeczkę ze specyfikacją i instrukcją obsługi deski rozdzielczej (oraz podwozia ? kumasz metaforę? :D). Nauka współczesna to nie wszystko, metafizyka to nie wszystko, więc może warto to zbalansować, połączyć i w oparciu o takie założenie, zjawisko miłości nadal będzie smakowite, bo mimo że jest to jakoś poznane to w dalszym ciągu pozostaje tajemnicze, intrygujące i elitarnie jarające (jak ciemna strona księżyca). Yin i yang bejbe.

Dłuuugo myślałem w jaki sposób ująć sens miłości w słowa, bo to z pozoru jeden malutki wycinek rzeczywistości, ale gdy stanąłem oko w oko z edytorem tekstu,to zdałem sobie sprawę, że opisanie jej za pomocą słów to tak zwana puszka pandory. Bo każdy by się mądrował w teoretyzowaniu, ale ja kiedyś na studiach miałem za zadanie zdefiniować takie pojęcia jak sprawiedliwość, równość społeczna czy też przyjaźń. Wydaje się to do zrobienia z przysłowiowym palcem w dupie (swojej), ale przechodząc do czynów to okazuje się ta misja solidnym spulchnianiem mózgu. I tak samo jest z miłością, dlatego że ja początkowo nie miałem pojęcia jak zacząć, jak rozwinąć i jak zakończyć miłosną burzę między moimi uszami. Burza dlatego, że mam w głowie ogromną nawałnicę myśli, faktów i anegdot, które chcę przerobić na wodospad literek włącznie z przytłaczającą masą sprośności, których jestem jawnym fanem (tak, zboczuch ze mnie). Dlatego wymyśliłem sobie taki znany wzorzec znany na przykład z wszelkiego rodzaju komedii romantycznych. Więc przelecimy (:D) temat tak samo przewidywalnie jak historie w takich filmach – od momentu zakochania, po świeży związek. I tu moja myśl na boku: czy kogoś zastanawia to, co się dzieje jakiś czas potem? Bowiem rzadko kiedy na takich filmach widać cokolwiek po tym gdy główni bohaterowie się zejdą, hajtną i zamieszkają razem z ewentualnym potomkiem (propaganda po polsku o kryptonimie 500+). Jakby cała wartość filmu oparta była o pierwsze wybryki emocji i?. napisy końcowe. A co się dzieje z tą gorącą miłością gdy ta powódź hormonów opadnie? Nie będę o tym ględził, bo nie to jest tematem mojego wywodu. Dla ochotników zalecam polski serial z czasów PRL „Daleko od szosy”, który fajnie pokazał ten przebieg od miłosnej euforii aż po ostudzoną stagnację związku. A teraz do dzieła, zakochajmy się!

Dawno , dawno temu, za siedmioma górami, siedmioma lasami komuś wpadło w oko pewne dziewczę (pisze z perspektywy faceta i szowinistycznej świni zarazem). Co się kryje za tym oklepanym „wpadła w oko”? Jest to pierwsze wrażenie na podstawie atrakcyjności cielesnej i wynikającej z tego atrakcyjności seksualnej. Innymi słowy, zakochujemy się, bo dana osoba nas po prostu fizycznie jara i chcemy mieć z nią seksy (inspiracja: Borat i jego teoria magnesu na cipki), w przypadku faceta jak najszybciej, a w przypadku kobiety niekoniecznie. W procesie startu miłości myślimy genitaliami, a rozum?. ktoś widział? To jest jak z techniką łowienia ryb, którą kiedyś usłyszałem od doświadczonego wędkarza: odpowiadający nam wygląd zewnętrzny jest jak pierwsze drgnięcie spławika, drugim jest odpowiadające nam wnętrze, czyli gadka i to co ma w głowie. Dopiero po tym drugim drgnięciu można „szarpać” płotkę. No, obecnie facetom często wystarcza jedynie pierwsze drgnięcie, a rano widzą, że zdobyli dorodnego karpia :o. Okej zostawmy to? załóżmy że nasza miłosna historia leci gładziutko jak w komedii romantycznej, czyli jak gówno z kaczej dupy. Temu facetowi podoba się to dziewczę fizycznie (ciii zadrgało), więc zagaduje.

Okazuje się, że ma z nią wiele innych tematów do rozmowy, a nie tylko o tipsach, pogodzie i sytuacji geopolitycznej Kazachstanu. Także ten, drgnęło drugi raz (szarp chłopie, szarp! – przyp. aut.). W tym momencie zaczyna się jazda – miłość ruszyła z kopyta i oboje wchodzą na przestępczą drogę, bo zostają ćpunami. Tak, tak, ich mózgi i całe ciała dzięki miłości zalewane są takimi cudnymi dragami jak na przykład dopamina, serotonina, oksy?. a to później, jak nasi bohaterowie dojdą do etapu kopulacji. No więc nasz ludzki organizm samodzielnie produkuje takie specyfiki że żadna maruhanina, czy amfa zapita syropkiem na kaszelek są niczym tak zwany pikuś. A więc rada na przyszłość od Kacperka – zmieńcie swojego dilera na kogoś sexy i ćpajcie miłość (:D). Działanie jest podobne, też telepie i koloruje świat oczojebnymi barwami, z tym, że te nasze ludzkie hormony są tak mocnym towarem, że nikt tym nie chce handlować. Wniosek – trzeba samemu zostać dla siebie samego dilerem i tak jak facet z naszej historii egoistycznie chlapać swoje wnętrze tymi hormonalnymi kropelkami zajebistości. I tu się chwilkę zatrzymajmy, by omówić te dwa hormony szczególowiej – dopaminę i serotoninę. Dopamina jest potocznie nazywana hormonem motywacji czy też hormonem „follow the white rabbit”, który wiąże się z uzależnieniami (działa w mózgu na te same regiony co heroina, amfetamina, kokaina, cukier itp.), czyli działa na ośrodki nagrody. Bo jeżeli dopomina się w tym miejscu wydziela daje sygnał w całym mózgu ?szef idzie po nagrodę? i z tego względu nasz szary kisiel zwany mózgiem oblewa się coraz większą ilością tegoż hormonu szczęścia – dopaminą, aby rakietowo doładować motywację szefa. W tym kontekście można chyba łatwo skumać znaczenie nazwania dopaminy hormonem motywacji, bo najwięcej radości może człowiek zaznać podczas pokonywania drogi do celu, a nie podczas momentu jego osiągnięcia. A skoro jesteśmy już przy osiąganiu, to rzut światła na serotoninę. Człowiek odczuwa z jej powodu, rozkosz, błogostan i taką „miękkość” (dosłownie, wiesz o co chodzi, facecie?). Serotonina to kolejny z wielu hormonów tzw. szczęścia, więc dla rozróżnienia tych dwóch opiszę i rozróżnię ich poglądową funkcję na podstawie preferowanego mi przykładu, czyli sprośnego. Dopamina jest jak dążenie do orgazmu, gra wstępna, akt seksu, zaś serotonina jest tym chwilowym etapem dotarcia do mety, orgazmem, tą chwilą euforii i błogości. Mam nadzieję, że mnie zrozumiałeś, ponieważ teraz szybciutko wpadamy w kręgi seksualne, bo się okazuje, że nasza para jest niegrzeczna, facet jak ogier, a dziewczę jak rzadko spotykana nimfomanka – lubię ich 😀

Zapadł zmrok. Światło zgasło „przypadkowo” (nasz facet się postarał o tą iluzję ;)), w telewizji nic nie ma ciekawego jak zawsze, a robić coś trzeba, więc czas na małe co nieco. Przenosimy zatem ujęcie naszego soft-porno do sypialni? albo nie, odrobina perwersji, na kuchenny blat, między bitą śmietaną a swojskim lubrykantem (masło). W seksie generalnie chodzi o osiągnięcie orgazmu i takie oczekiwania powinien mieć każdy zdrowy ssak na globie. Bo raczej tak się nie dzieje, że człowiek uprawia seks dla samego uprawiania seksu. A, w sumie w obecnych czasach ludzie mają tak rozchrzanione systemy hormonalne i wypaczone zachowania szczere, że mówiąc prosto UDAJĄ, przekrzywiając akt seksu w zwyczajne zadanie do wykonania, odhaczenia jak na przykład odkurzenie przedpokoju. Ale przecie nasi bohaterowie są wzorowymi kochankami rodem z cukierkowych romansideł, dlatego oboje idą po jedno, po egoistyczną wisienkę na tak zwanym ?torcie? – orgazm. W związku z tym oboje skąpani w wiadrach dopaminy olewają calutki świat dookoła, zawężają pole swej uwagi jedynie do partnera i kaskady własnych odczuć wewnętrznych. 50ąt zdrowasiek później oboje w jednym momencie doznają orgazmu (podobno taka synchronizacja jest rzadkością) i hormony rozpoczynają swój festyn. To już wiadomo, że m.in. leje się ta błoga i rozmiękczająca ciało serotonina (za efekt flaka u facetów w wyniku ejakulacji odpowiada dodatkowo stymulacja sympatycznego układu nerwowego, zaś do procesu wzmożonego ukrwienia obszarów strategicznych niezbędna jest praca układu parasympatycznego). Facet  wykończony, z metaforycznym trybem oszczędzania energii baterii kąpie się w serotoninie, endorfinach, adenozynie, wazopresynie i odrobince oksytocyny (u mężczyzn dominuje wazopresyna z niewielkim dodatkiem oksytocyny, a u kobiet układ jest odwrotny). Endorfiny i adenozyna głównie odpowiadają za stan euforii, dosłownego ujścia ciśnienia i uczucia luzu na poziomie ciała, umysłu oraz duszy. Natomiast warto się skupić na robocie wazopresyny, której najważniejszym zadaniem jest oddziaływanie na ośrodek pamięci długotrwałej w mózgu zwany hipokampem. Mówiąc w skrócie, im więcej wazopresyny w męskim krwioobiegu, tym jest on bardziej wierny jednej partnerce (dopóki nie pobryka z inną). Dzieje się tak, ponieważ ten hormon zachowuje się jak kaseta magnetofonowa, która zgrywa te wszystkie silne emocje wytworzone podczas seksu i ładuje do hipokompa, dzięki czemu facet kojarzy te wszystkie zajebiozowe odczucia z jedną kobietą.

To niestety brzmi jak hormonalnie uwarunkowany mechanizm wpychania siebie samego pod potocznie nazwany pantofel i zazwyczaj chłopy nie mają już potem ochoty sprawdzać ?jak smakują inne paśniki? 😀 (potem dziecko, 500+ i kredyt we frankach). OK, nie usprawiedliwiając dalej możliwości pipostwa facetów, zajmijmy się stanem naszej dziewczynki świeżo po seksie. Oprócz wcześniej omówionym przeze mnie wpływem serotoniny, endorfin i adenozyny po ?robocie?, wyraźny prym nad wazopresyną wiedzie oksytocyna, która odpowiada za budowę więzi i odczucia macierzyńskie, czyli kobita na poziomie emocjonalnym metafizycznie przywiązuje się do faceta. Wspomniawszy o odczuciach macierzyńskich w temacie seksu jest pękniecie bańki mydlanej i tej lateksowej (:D), a to nie o to chodzi. Każda kobieta po seksie chce się przytulać, rozmawiać, ocierać, przez co, pogłębiać więź. A facet w tym momencie? Już śpi. Bo natychmiastowe przełączenie się na stymulację wspomnianego wcześniej układu nerwowego po prostu fizycznie wykańcza, a kobieta nie musi nic z siebie wyrzucać i dlatego chłopy często słyszą chwilę po seksie od pełnej energii kobiety: „jeszcze!”.

Teraz, po tym standardowym scenariuszu miłości sypnę odrobinką pikanterii. Ludzkość ma to do siebie, że potrafi się do wszystkiego zaadaptować, przyzwyczaić, a to powoduje nasilającą się potrzebę nieustannego podbijania emocji. Napiszę to prościej: jeśli będziemy uprawiać seks non-stop w tych samych porach, okolicznościach, to w końcu stanie on się nudny, przewidywalny i prosto to ujmując, do dupy. Najczęstszym powodem zdrady jest właśnie aktywne poszukiwanie nowych, świeżych bodźców emocjonalnych w sferze czysto seksualnej (jest to zjawisko psychologiczne o nazwie dryf dewiacyjny; pisałem o tym na mojej stronie: https://renegatum.pl/krwisty-dryf-dewiacyjny/). Doskonale to widać po przemyśle porno, gdzie można doświadczyć tej czasem zdziczałej pogoni za nowym (coraz dziwniejsze scenariusze, pozycje, gangbangi i castingx). Ale jest jeszcze inna droga ?podrasowania? seksu – przemoc. To jest w minimalnym stopniu naturalne gdy mężczyzna wyraźniej zakreśli swoją dominację nad kobietą i będzie tym samcem alfa. Lecz z czasem dochodzą klapsy, trzymanie za włosy, gryzienie, podduszanie a na kajdankach, pejczach i tajnikach sado-maso kończąc. Powód tej emocjonalnej bulimii ma swoje źródło w budowie mózgu. Ośrodki aktywne podczas przeżywania stanu miłosnego, znajdują się bardzo blisko ośrodków odpowiedzialnych za agresję i przemoc fizyczną. Dlatego się mawia „od miłości do nienawiści jest mały krok”, w związku z tym ten tzw. „seks na zgodę” tak fajnie smakuje :D. Miłość i nienawiść to podium silnych emocji, a mózg nie rozróżnia tego, która jest dobra, a która zła, dla niego się liczy tylko intensywność jakiejkolwiek emocji. Oszacowanie tego co dobre lub złe zależy jedynie od indywidualnej interpretacji.

ciąg dalszy na stronie: renegatum.pl.

Ciekawe? Skomnetuj to teraz.

Najnowsze artykuły na tuStudencie

matura-2017-jezyk-polski-tematy-arkusze-co-bylo_article

Matura czyli powodzenia przyszli studenci!

000000  No to zaczął się zaczęło! 🙂 ci którzy są już po maturach czyli studenci myślą teraz o Juwenaliach, ale mimo wszystko wspieramy [...]
17903873_767617806746277_5240810833202239430_n

39. Juwenalia w Koszalinie

110000  Kiedyś Tydzień Kultury Studenckiej,a dziś na 2 tygodnie przed ich rozpoczęciem niewiele wiemy co się na nich wydarzy. To co wiemy przekazujemy,a [...]
17505892_414071938942090_449344176_n

FuckUp Nights Koszalin #4 czyli porażki uczą!

100000  Po Wielkanocy czeka nas czwarta edycja Fuck Up Nights Koszalin (25.04.) Spotkałam się z Mateuszem Sudołem i Krzysztofem Głowackim, by zapytać co [...]