DJ kontra komercja czyli coś o prawdziwej muzyce – Kacper Hefta pisze

Dj mixer with headphones at nightclub

Kacper Hefta – dj, pisarz, koleś na wózku, niedawny student a obecnie absolwent Poitechniki Koszalińskiej. Sam o sobie pisze, że jest człowiekiem skrajnie niestabilny pod każdym ludzkim kątem, czasem stanowi zagadkę nawet dla siebie samego. Nie wiadomo czy należy jego osobę umieścić w sektorze osób unikalnych czy zepchnąć na socjopatyczny margines społeczny, ponieważ posiada jeszcze zauważalny defekt fizyczny, a pod czaszką skrywa mieszaninę schizofrenii z upartością i filozoficznym usposobieniem do wszystkiego. Tą treść z jego nieokiełznanej głowy z uporem maniaka od jakiegoś czasu rozlewa na forum publiczne w nadziei na zarażenie swoim tokiem myślenia o naszym ziemskim życiu kogoś innego, kto widzi, kto chce i kto głośno mówi o tym, co go wkur… denerwuje.


Mam dwie silne przypadłości, które gryzą się wzajemnie aż do gołych kości. Mianowicie jestem kolesiem na wózku, jeszcze, ale mam cały worek przeróżnych pasji, ambicji i zboczeń, które po prostu nie współgrają z moją tymczasową fizyczną niedoskonałością. Fakt jest taki, że to pozytywnie wpływa na moją teoretyczną orygialność i zjawiskowość, lecz w praktyce jest zupełnie odwrotnie.

Nie będę tutaj ględził o mojej sytuacji rodem z czarnego dupska gdzie moje dotychczasowe życie to w sumie pasmo porażek i smutaśnych tygodni w towarzystwie łez i zaciśniętych zębów. Nie mam łatwo, ale ja jestem jak koń utopiony w błocie po szyję… przejdę. Uwagę skieruję tylko na jedną mają pasję, która mówiąc wprost jest ścieżką ‚pod górę’ dla faceta na wózku. Bowiem jestem na razie chyba samozwańczym djem, bo jakoś zawsze miałem problem w nazywaniu siebie samego jako takiego artysty muzycznego. Poza tym ciągle nie mam jakiegoś oszałamiającego dorobku dj-skiego na koncie, aby z dumą mówić o sobie jak o muzyku. Lecz staram się to zmienić. W swoim stylu, upartym, nachalnym i elitarnie wkurwiającym. Piszę prywatne wiadomości do ludzi zarządzających ciekawymi klubami na terenie całej Polski z prośbami mniej lub bardziej grzecznymi o możliwość zagrania. Podsyłam linki do moich setów, mojej krótkiej biografii i innych przydatnych informacji. Do tej pory w ciągu niecałego roku napisałem do grubo ponad setki klubów i w większości przypadków zmierzyłem się z głuchą ignorancją i brakiem jakiejkolwiek reakcji. Lecz jeśli już jakaś odpowiedź się trafiła, to najczęściej była ona tak oszałamiająca, że dopiero po którymś takim przypadku z rzędu, zdałem sobie sprawę z obrzydliwości jej smrodu. Okazało się, że moja niepełnosprawność to tzw. pikuś przy tej epidemii.

Z biegiem niby rozwoju cywilizacji i sprowadzania ludzkości do jednego, wspólnego mianownika, moda na wszechobecną zarazę pt. globalizacja, która w towarzystwie komercjalizacji dopadły również ten pozornie rozumiany niematerialny wytwór człowieka jak muzyka. Myślę, że jest to skutek rosnącej siły w obecnie panującego boga mamony, który zasiał w ludzkich głowach ideę o nieustannym oplataniu życia wokół pieniędzy. Na tej zasadzie powstała właśnie muzyka komercyjna, która pasuje statystycznej większości odbiorców, przez co generuje ten okadzony tłustym hajsem zysk. Stało się wręcz niemożliwym tzw. ?wybicie się? i wypłynięcie na ocean showbiznesu w oparciu o muzykę niszową, alternatywną, płynącą z serca danego artysty, bo szary tłum nie odbierze tego entuzjastycznie, nie skuma, nie doceni, co wiąże się z NIEOPŁACALNOŚCIĄ a w efekcie taka twórczość muzyczna gaśnie jak świeczka przykryta ciemnym kubkiem ludzkiej obojętności. Bo chyba na tym polega twórczość muzyczna, że robi się muzykę dla ludzi. A w momencie gdy takowej działalności nie ceni tłum odbiorców, bo dany twórca nie jest znany i nie jest masowo ceniony za cokolwiek, ginie w otchłani ciemniejszych gwiazd. No i ta epidemia ogarnęła również kluby, które były kiedyś kojarzone z muzyką iście klubową jak np. house, tech, trance, techno lub z rasowym rapem czy solidnym rockiem. A teraz to ginie w wyniku naporu muzyki komercyjnej.

I ja dostałem kilka tego typu odpowiedzi: ?nie ma problemu z wózkiem, ale gatunek muzyczny jaki pan serwuje nie odpowiada klimatowi naszego klubu. My stawiamy jedynie na muzykę komercyjną a pana taka nie jest?. Dla mnie osobiście ta nabrzmiewająca gloryfikacja bezdusznej muzyki ?pod jedno kopyto? jest ciosem we wszystko to, co nie jest uniwersalne, nieważna staje się jakość muzyki, lecz jej ilość w sensie odbiorców. A to prowadzi do mojej subiektywnej wizji o rynku muzycznym, która może być potłuczona o kant dupy, ale ważne że mojej prywatnej. W czasach pomazanego kasiastą boskością konsumpcjonizmu, zdecydowanie bardziej warto tworzyć taką muzykę, która przypadnie do gustu jak największej ilości ludzi zamiast taką, która po prosty szczerze rezonuje z indywidualnością artysty. Jeszcze raz zaznaczam, że jest to tylko moja hipoteza, a nie żaden psychospołeczny wymaz, więc jak ktoś chce mnie nazwać tępą łachudrą… śmiało.

Na koniec mam wyraziście kwaśny temat dla bardziej wyczuwalnego znienawidzenia mojej osoby. Chodzi o postępujące schorzenie ogłupiania ludzkości biorąc na warsztat sferę muzyczną. Kiedyś miałem okazję słuchać jednej z dwóch wiodących w Polsce stacji radiowych z muzyką hucznie określaną jako ?współczesne hity?. Wynotowałem tam 12-15 utworów, które latały na okrągło, więc każdy z nich gwałcił radiowy głośnik po 9-10 razy dziennie. Na tej podstawie wnioskuję, że muzyka komercyjna to bardzo małe wiaderko, które zarazem otępia społeczeństwo, ale i dramatycznie wyszczupla horyzonty świadomości muzycznej, bo przykładowo walimy się po uszach taką ilością muzyki którą znamy np. z radia, także szału nie ma. A na to wszystko włazi ta ponowna moda na disco-polo z mistrzowsko dennymi tekstami i beatami skręconymi na pegasusie. Taki jest skutek coraz niższych wymogów odbiorców jak i coraz gorszych zdolności muzyków. Do dziś pokutuje ta tendencja, że dj wciska tylko play i stop, choć wobec tego rozleniwiającego postępu technologicznego te dwie czynności wydają się już wystarczające, to tak naprawdę postać dja można porównać do postaci pilota ? niby mało robi gdy widzi go laik, ale z tej relatywnej perspektywy tworzy on doskonałe szlify niczym jubiler w całościowym obrazie muzycznym w tym wypadku.

Dj Calamite posłuchaj:

Ciekawe? Skomnetuj to teraz.

Najnowsze artykuły na tuStudencie

matura-2017-jezyk-polski-tematy-arkusze-co-bylo_article

Matura czyli powodzenia przyszli studenci!

000000  No to zaczął się zaczęło! 🙂 ci którzy są już po maturach czyli studenci myślą teraz o Juwenaliach, ale mimo wszystko wspieramy [...]
17903873_767617806746277_5240810833202239430_n

39. Juwenalia w Koszalinie

110000  Kiedyś Tydzień Kultury Studenckiej,a dziś na 2 tygodnie przed ich rozpoczęciem niewiele wiemy co się na nich wydarzy. To co wiemy przekazujemy,a [...]
17505892_414071938942090_449344176_n

FuckUp Nights Koszalin #4 czyli porażki uczą!

100000  Po Wielkanocy czeka nas czwarta edycja Fuck Up Nights Koszalin (25.04.) Spotkałam się z Mateuszem Sudołem i Krzysztofem Głowackim, by zapytać co [...]